"Dzień świra"
49-letni Adam jest nauczycielem w liceum, całe życie spędził nad książkami, przeuczył się połowę swojego życia, rozwiódł się z żoną, a teraz stoi nad psychiczną krawędzią swojego sensu istnienia - wszystko wydaje mu się bez sensu i kompletnie niepotrzebne. Wstaje, je śniadanie, czuje że ma jakieś obowiązki, ale nic mu się nie chce, każda czynność wydaje mu się bezsensowna, ale wykonuje ją. Idzie do szkoły-pracy, gdzie nikt nie słucha tego, co ma do powiedzienia. Potem lekarz stwierdza u niego początkowe stadium prostaty, sąsiedzi nie mają dla niego szacunku, on z każdą godziną też. Spotyka się z synem, który mieszka u żony, okazuje się, że róznica pokoleń także go przytłacza i nie będzie miał kto po nim zatęsknić. Postanawia wyjechać nad morze, odetchnąć przerwą i świeżym, morskim powietrzem. Tam także nie może zaznać spokoju, w dodatku wszystkie jego frustracje nabywają rzeczywistych kształtów, obawiają mu się wszystkie postacie, których ma dość, które są jego zmorami. Wraca do domu i o dziwo robi mu się raźniej. Po krótkiej rozmowie z sąsiadem, kłótni z drugim sąsiadem oraz przejrzeniu bloków reklamowych kładzie się spać. Dzień świra się kończy.